My albums of 2010
A little late, but…

Magnetic Man – Magnetic Man

The Dead Weather – Sea Of Cowards
Bonobo – Black Sands

Igorrr – Nostril
In: Muzyka · Tagged with: albums, bonobo, igorrr, magnetic man, the dead weather
Assistance
Będzie to post ku przestrodze wszystkim podróżującym po Europie samochodem. Południe Portugalii, okolice miasta Lagos. W trzeci dzień naszego wakacyjnego pobytu postanowiliśmy wybrać się do Sagres. Po parunastu kilometrach samochód (Opel Insignia, co w dalszej części stanie się istotne) zaczął wydawać niepokojące dźwięki więc zatrzymaliśmy się sprawdzić co może być ich przyczyną. Okazało się, że tarcza hamulcowa tylnego, lewego koła jest kompletnie zdarta, co potwierdził najbliższy mechanik, mówiąc, że zepsuła się pompa hamulcowa. Był w stanie sprowadzić nam odpowiednie części do pięciu dni, ale doszliśmy wspólnie do wniosku, że lepiej będzie jeśli zajmie się tym Opel.
Zadzwoniliśmy do Opel Assistance, gdzie poinformowano nas, że możemy czekać na lawetę lub sami dojechać do najbliższego serwisu tj. do Portimão. Jako, że pomijając tarcia samochodem dało się poruszać, a nie wiadomo ile musielibyśmy czekać pojechaliśmy na własną rękę. Jak się okazało był to pierwszy błąd który popełniliśmy. Jak zapewniała nas potem Pani pracująca w General Motors (właściciel Opla) czekając na lawetę zyskalibyśmy auto zastępcze na cztery doby. Zaproponowała nam nawet aby wyjechać z serwisu, stanąć po przeciwnej stronie drogi i zadzwonić ponownie do Opel Assistance. Niestety „pracujący” tam Panowie odmówili pomocy, twierdząc, że skoro raz dojechaliśmy do serwisu to nie przysługuje nam już laweta i to wszystko co mogą dla nas zrobić.
Nie mieliśmy zatem innego wyjścia jak przeprowadzić naprawę. Niestety w serwisie do którego dojechaliśmy nie uznano nam tej awarii za wymianę gwarancyjną. Żeby było jasne samochód był prawie nowy, miał dopiero 1,5 roku i wciąż był na gwarancji. Zakwalifikowano tę awarię jako naturalne zużycie, chociaż różnica między trzema nowiutkimi tarczami, a jedną zupełnie zdartą była dość ewidentna, a serwisant Opla w Tychach, gdzie kupiliśmy samochód, mówił nam przez telefon, że „raczej nie ma możliwości, żeby nie pokrywała tego gwarancja”. Byliśmy więc zmuszeni zapłacić za wymianę, licząc na zapewnienia General Motors, że od poniedziałku będę starali się skontaktować z portugalskim serwisem i zwrócą nam pieniądze za naprawę (co z tego wynikło napiszę niebawem). Stanęło na tym, że zostawimy samochód do wtorku i zapłacimy za tę przyjemność ok. 460 Euro.
Pozostała sprawa samochodu zastępczego. W Polsce prawdopodobnie byśmy taki dostali – serwisant mówił, że „jeśli tylko mają to dają”. Tutaj okazało się, że ani serwis Opla ani Opel Assistance nie są w stanie nam pomóc. Nie pomoże nam również ubezpieczenie PZU, bo oczywiście mamy wykupiony pakiet X, ale nie mamy pakietu Y, który to zapewnia. Byliśmy więc zmuszeni wydać na wypożyczenie auta kolejne 100 Euro, których prawdopodobnie nie odzyskamy.
Zajęło nam to cały dzień, o wszystko trzeba się było prosić, a i tak ostatecznie musieliśmy zapłacić ze swojej kieszeni. Wniosek z tego taki, że jakich ubezpieczeń i pomocy by nie wykupić, jak przyjdzie co do czego, to i tak jesteś zdany na siebie (i swój portfel). A przy okazji – niby Portugalia jest 20 lat dłużej w Unii Europejskiej niż Polska, a jakoś ciężko to zauważyć.
In: Miejsca · Tagged with: opel, portugal
Programme, 1=0 @ Le Ciel
Wybrałem się wczoraj ponownie do Le Ciel, w ostatniej chwili, rezygnując z organizowanego na kampusie INPG koncertu reggae’owego, który nie chciał się zacząć. Tym razem był to mniej popularny koncert, o ile można w ogóle mówić o popularności koncertów we Francji. Zdecydowałem się na niego z powodu tagów ‘rock’, ‘electronic’ i ‘experimental’. Jakież było moje zdziwienie gdy na scenę wyszedł zwykły rockowy zespół, grający zwykłą rockową muzykę. Nawet ciekawą, z bardzo dobrą sekcją rytmiczną, trochę kiepsko brzmiącymi gitarami i „wokalistą” gadającym przez cały koncert po francusku. Kiepsko mu to gadanie wychodziło, choć oczywiście nie mam pojęcia o czym mówił, ale nadrabiał rozbierając się do majtek i wchodząc na fotele w pierwszych rzędach. Po 45 minutach koncert się skończył, wokalista coś powiedział, a wszyscy zaczęli się zwijać. Na szczęście po chwili okazało się, że był to tylko support, nazywał się 1=0 i łatwo było go przeoczyć, bo nie mają nawet strony na Last.fm.
Koncert Programme trwał około godziny. Były momenty lepsze, choć było ich niewiele, przeważały te gorszy, jak cichy początek, różne nudne, kiepsko nagrane sample, prymitywne bity z pogłosem i kiepsko brzmiąca gitara. Ogólnie wpasowują się w klimat eksperymentalno-elektroniczny z hałasującą gitarą, ale robią to naprawdę kiepsko. Ponownie przyszło mi słuchać długich wywodów po francusku, choć tym razem wokalista starał się coś rapować, co zostawię bez komentarza. Ogólnie nie żałuję, że wybrałem się tego wieczoru do Le Ciel, wiem już, że francuskie + eksperymentalne to nie jest dobry pomysł.
In: Muzyka, Wydarzenia · Tagged with: 1=0, france, grenoble, koncert, le ciel, programme
White Rabbits @ Le Ciel
Dużo czasu zajęło mi znalezienie dobrego koncertu w Grenoble w czasie mojego pobytu na Erasmusie. Pierwszym miał być występ francuskiego Rien w La Bobine, lecz na miejscu okazało się, że wszystkie bilety były już wyprzedane. Jako alternatywę tego wieczoru miałem jeszcze Zero absolu, który odbywał się nie w O’Brother Kfé. Kiepsko wspominam ten wieczór bezowocnego jeżdżenia po mieście w poszukiwaniu koncertów.
Tak więc pierwszym koncertem na którym byłem, był występ nowojorskiego zespołu White Rabbits w Le Ciel. Bilet dla pewności zakupiłem wcześniej, a lokalizację sprawdziłem wielokrotnie. Okazało się, że Le Ciel to nie tyle klub, co sala teatralna, nieduża, wyłącznie z miejscami siedzącymi. Trochę to przeszkadzało, biorąc pod uwagę to jak żywy był to koncert, brak kinowych krzeseł mógł zwiększyć jeszcze jego atrakcyjność. W pewnym momencie jeden z gitarzystów powiedział „I feel like a movie screen”, czego chyba Francuzi nie zrozumieli, bo na widowni nikt się nie zaśmiał. Na największy plus tego wieczoru zaliczam nagłośnienie. Bas brzmiał świetnie, a jeszcze nigdy nie słyszałem tak dobrze ustawionych wokali. Jeśli chodzi o samą muzykę, to choć White Rabbits nie grają nic odkrywczego, to słucha się ich bardzo przyjemnie. Ciekawie brzmiały klawisze dodające ich muzyce trochę swingu, dodatkowe bębny podbijające rytm oraz liczne efekty gitarowe, tworzące hałaśliwe tła w niektórych utworach. Koncert niestety był dość krótki, trwał niecałe 80 minut, a jeśli chodzi o bis to ja bym dla takiej publiczności jaką prezentują Francuzi nie wyszedł.
Podsumowując koncert bardzo udany, szkoda, że pierwsze takie wydarzenie spotyka mnie dopiero na koniec mojego pobytu w Grenoble.
Polecam teledysk do utworu „Percussion Gun„ z najnowszej płyty „It’s Frightening”.
In: Muzyka, Wydarzenia · Tagged with: france, grenoble, koncert, le ciel, white rabbits
Asymmetry II – dzień 5 / podsumowanie
Krótko i podsumowująco. Ostatni dzień festiwalu odbył się na świeżym powietrzu, przy Fontannie Wrocławskiej. Najpierw zaprezentowano półgodzinny pokaz specjalny fontanny, który wypadł bardzo dobrze, a w porównaniu do np. pokazów fajerwerków na Wiankach w Krakowie, gdzie nic do siebie nie pasuje, wspaniale. Chwilę później na przygotowanej obok małej scenie pojawił się zespół Ez3kiel. Zagrali jeden z ciekawszych koncertów całego Asymmetry, ze świetnie brzmiącym, choć zdecydowanie za głośnym, basem i masą interesujących elementów perkusyjnych. Gitarzysta/klawiszowiec stawał na swoim keyboardzie, dwaj perkusiści biegali po scenie wymieniając się sprzętem… działo się dużo. Do tego na wielki plus można zaliczyć świetne, klimatyczne wizualizacje. Kolejne miłe zaskoczenie festiwalu.
Mając za sobą opis wszystkich zespołów które zagrały w tym roku na Asymmetry czas na podsumowanie. Bilety w tym roku kupiliśmy (z Julią) z rozpędu, zachwyceni zeszłorocznym festiwalem. Niestety muszę stwierdzić, że tegoroczna edycja trochę odeszła brzmieniowo od poprzedniej, wykraczając tym samym poza nasze zainteresowania muzyczne. Nie byłoby w tym może nic złego, gdyby nie to, że kierunek w którym teraz zmierza nie jest (oczywiście w moim skromnym przypadku) zbyt interesujący. Mówię tu o takich zespołach jak Dark Castle, Altar of Plagues, Black Shape of Nexus czy Esoteric. Jeśli organizatorzy pójdą dalej w takie ciężkie i powolne (żeby oczywiście nie powiedzieć nudne) klimaty to w przyszłym roku karnetu nie kupię. Do tego dochodzą koncerty które bardzo nie zachwyciły, jak The Mount Fuji Doomjazz Corporation, Zu, Time to Burn czy Jesu. Nie wspomnę o takich porażkach jak Moja Adrenalina. Wiem, że wielu te właśnie koncerty bardzo się podobały, ja natomiast za najlepsze fragmenty uważam występy Drumcorps, Bong-Ra, Kylesy, Tesseract‘u, Necro Deathmort, Mouth of the Architect i Ez3kiel‘a. Problem nie polega na tym ile było koncertów które mi się podobały, lecz ile było zespołów których nie chciało się słuchać. Wniosek nasuwa się jeden, może po prostu to nie jest już festiwal dla mnie. Szkoda tylko, że musiało się to okazać już na drugiej edycji. Nie oferuje on już tak dużo post-rock’a, post-metal’u i sludge’u w interesującym mnie wydaniu, czyli mimo ciężaru i hałasu, ciekawego i nie tak monotonnego i powolnego jak zdarzało się to w tym roku. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w przyszłym roku mimo wszystko organizatorzy zaskoczą i ponownie warto będzie się wybrać do Wrocławia. Z pewnością będę czekał z kupnem karnetu do ostatniego momentu, żeby nie okazało się, że zostają odwołane zespoły pokroju Shrinebuilder‘a czy Yakuzy.
Tyle.



